X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zagadkę. Kto wie nawet czy Piotr i Janka nie posiadają klucza do powikłanej intrygi grożącej
unicestwieniem Kompanii? Miał pewne dane na to, iż tak właśnie jest. Dlaczego imię lorda
Fitzhugh Lee tak wstrząsnęło Piotrem? Dlaczego wśród napastników znalazł się jeden ze świeżo
przybyłych z Londynu pasażerów? Niewątpliwie Janka mu to wyjaśni, jak również wytłumaczy,
czemu witała Eileen tak impulsywnie? Jeśli istnieje sobowtór panny Brokaw, to Janka i o tym
również będzie wiedzieć. Stanowczo należy ją ratować własnymi siłami. A ta droga pózniej we
dwoje do Fortu Bożego! Na samą myśl, iż szereg dni będzie z nią obcować z bliska bez
przeszkód. Filip odczuł błogie drżenie serca. A przed godziną zadowalał się tylko
parominutowym przelotnym spotkaniem. Jakże los igra z nim dziwacznie. Teraz ocali Jankę,
obroni, doprowadzi do miejsca przeznaczenia...
Nie bał się wcale, mimo iż zachowywał konieczną przezorność. Gregson, wcielenie
rozsądku, byłby niewątpliwie zażądał pomocy ze statku; Filip wolał polegać na sobie samym,
choć wiedział, że czeka go ciężka przeprawa. Trzech przeciwko jednemu, trzech co najmniej,
gdyż ów postrzelony człowiek jest niewątpliwie zdatny do walki. A kto wie, czy prócz owej
trójki nie pojawi się ktoś jeszcze.
Minął statek z tak bliska, że burtą czółna otarł się o ciężki kadłub. Na jakiś czas stracił
łódz z oczu, lecz teraz spostrzegł ją ponownie oddaloną najwyżej o ćwierć mili. Ci, którzy
porwali Jankę, sterowali wprost do ujścia rzeki. Przez chwilę stali doń bokiem, więc rozróżniał
nawet sylwetki nie dość wyraznie jednak, by móc je policzyć. Zuchwale Filip wypłynął na
oświetlony księżycem przestwór, lecz zamiast ścigać uciekających skręcił pod ostrym kątem ku
brzegowi. Jeśli go zauważą, co było bardzo prawdopodobne, pomyślą, że należy do załogi statku
i zamierza wysiąść na ląd. Skoro się znajdzie w gęstym cieniu przybrzeżnym, nadrobi łatwo czas
stracony i przybliży się znów do łodzi zbirów niepostrzeżenie.
Zaledwie mrok go otoczył, zgiął się nad wiosłami tak zapalczywie, aż lekkie czółno z
kory brzozowej zafurczało po wodzie. Dopiero, gdy wyprzedził porywaczy przyszło mu na myśl,
że mógłby dopaść pierwszy ujścia Churchill i urządzić tam zasadzkę. Każdy ruch wiosła
zwiększał przestrzeń między nim a obcą łodzią. Po upływie kwadransa dotarł w pobliże rozległej
delty porosłej dzikim ryżem oraz wszelakiego rodzaju sitowiem, gdzie wśród zielonej
gmatwaniny leniwa rzeka toczyła mętne wody. Według wszelkiego prawdopodobieństwa łódz
musiała obrać najbliższy kanał wiodący do głównego nurtu. Filip zatem, ukryty wśród szuwaru,
cierpliwie czekał.
Z zasadzki obserwował nadbiegającą łódz. Dziwiło go, jak leniwie pracują wioślarze.
Czasem po prostu zawieszali w powietrzu pióra wioseł, trwając w kompletnym bezruchu.
Sprawiało to wrażenie jak gdyby się namyślali nad wyborem drogi, ale po chwili zrozumiał, że
powstrzymuje ich co innego. Nad wodą przeleciał gwizd. Z brzegu odpowiedział mu podobny
sygnał.
Filip odetchnął głęboko i zacisnął zęby. Czekała go jak widać walka o wiele cięższa, niż
sobie początkowo wyobrażał. Ledwo przebrzmiał sygnał z głębi lądu, wiosła szybko zagarnęły
wodę i łódz strzeliła naprzód. Filip odsunął cyngiel fuzji Piotra, rozgarniając równocześnie
trzciny przed sobą, by nic nie zasłaniało widoku. Trzy czy cztery kule celnie wymierzone, jeden
szybki ruch i wydrze Jankę prześladowcom.
Tę pierwszą, zuchwałą myśl zastąpiła inna, rozważniejsza. Mrok nocny bywa nieraz
zdradziecki. Co będzie jeśli chybi albo trafi Jankę? Co jeśli zaskoczeni strzałami wioślarze
wywrócą łódz? Najdrobniejszy błąd może unicestwić cały plan. O ile nawet zdoła zabrać Jankę
do swego czółna, znajdą się wnet oboje pod obstrzałem wrogów ze stałego lądu.
Cofnął się ponownie poza osłonę szuwarów. Aódz nadpływała bliżej. Chwila jeszcze,
zrównała się z nim i serce Filipa zabiło nerwowo. Na rufie siedziała Janka. Skulona bezwładnie
sprawiała wrażenie zemdlonej. Twarzy jej nie dostrzegł, lecz gdy łódz mijała go o dziesięć
jardów światło księżyca błysnęło w czarnych, starganych włosach. Sekunda i znikli mu z oczu.
Nie policzył nawet mężczyzn w łodzi. Całą uwagę ześrodkował na niej. Trwała zupełnie bez
ruchu, więc lęk okropny chwycił Filipa za gardło. Wspomniał potworny zamysł rozwinięty w
liście lorda Fitzhugh Lee, a równocześnie zadzwięczały mu w uszach słowa Piotra
Couch�e:
 To dla niej śmierć! To gorzej niż śmierć ...
Może Janka pierwsza padła ofiarną demonicznego planu, mającego zbudzić gniew
miejscowej ludności? Zaciskając zęby Filip wynurzył się spośród szuwarów, choć rozsądek
nakazywał pozostawać jeszcze czas jakiś w ukryciu. Szczęściem żaden z wioślarzy się nie
obejrzał, a skręt rzecznego koryta zakrył ich niebawem.
Zanim z kolei Filip dotarł do zakrętu, odzyskał w zupełności panowanie nad sobą. Był
pewien, że Jance na razie nic się nie stało; zemdlała najwyżej z wrażenia lub ze strachu. Zło
mogło dopiero przyjść, lecz zanim przyjdzie Janka będzie wolna. Płynął trzymając się cienia
rzucanego przez pasmo trzcin. Niebawem usłyszał głosy i na przedzie pojawiła się nowa łódz.
Zrównały się, dążąc teraz społem w górę prądu. O ćwierć mili trafili do głównego koryta, po
czym ścigani i ścigający znalezli się w tunelu z drzew stuletnich, tak gęstych i zwartych, że górą
ledwo prześwitywały nikłe światełka gwiazd.
Filip nie widział już nic przed sobą, kierował się więc jedynie chlupotem wioseł lub
przypadkowo rzuconym, głośniejszym słowem. Czasem podpływał niebezpiecznie blisko w
nadziei, że pochwyci jakąś cenną informację, lecz łowił najwyżej wyrazy bez żadnego związku.
Daremnie czekał, że Janka się odezwie. Raz tylko wymówiono jej imię, po czym ktoś parsknął
śmiechem. Ten sam śmiech powtarzał się parokrotnie w ciągu najbliższej pół godziny.
Po pewnym czasie na przedzie zapadła cisza. Tylko wiosła zagarniały wodę częściej, a
łodzie mknęły w przyśpieszonym tempie. Wtem, w górze rzeki rozległ się głos, słaby na razie,
potem coraz mocniejszy, śpiewający dziką pieśń ludzi leśnych. Aodzie stanęły; Filip także
zatrzymał czółno. Na przedzie rozprawiano chwilę po cichu, po czym łodzie skręciły do brzegu.
Filip wykonał ten sam manewr, kryjąc swoje czółno wzdłuż zwalonej nad rzeką sosny.
Zpiew zbliżał się. Jeszcze parę minut i obszerne czółno używane przez urzędników Kompanii
wypłynęło z mroku. Minęło Filipa z tak bliska, że rozróżnił bez trudu siedzącą na dziobie
malowniczą, rozśpiewaną postać. Na rufie klęczał wiosłujący Indianin. Pomiędzy tymi dwoma
znajdowało się dwóch pasażerów, niewątpliwie białych. Czółno i ludzie znikli niebawem w
mroku, jak cienie.
Na przedzie łodzie ruszyły znów, więc Filip podjął pogoń. Dziwił się, że Janka nie
wzywała ratunku, gdy czółno niemal się o nią otarło. O ile nie powstrzymało jej omdlenie,
musieli jej chyba grozić. Może zakneblowali jej usta albo zdławili za gardło? Na samą myśl krew
zawrzała w nim z wściekłości.
Płynął jeszcze w górę przez trzy kwadranse mniej więcej, po czym rzeka rozlała się w
jezioro, więc Filip był zmuszony wstrzymać bieg czółna póty, aż łodzie minęły otwartą
przestrzeń i weszły znowu w mrok po drugiej stronie. Zanim ośmielił się podjąć pościg na nowo,
złoczyńcy wyprzedzili go o dobre ćwierć mili. Nie słyszał nawet plusku ich wioseł, toteż
zaniepokojony podwoił szybkość, zwracając mniej uwagi na zachowanie ciszy. Minęło pięć, [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • goskas.keep.pl
  •  
     

    Drogi uĹźytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam się na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerÄ‚Ĺ‚w w celu dopasowania treści do moich potrzeb. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem jĂ„Â… i akceptuję.

     Tak, zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerÄ‚Ĺ‚w w celu personalizowania wyświetlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treści marketingowych. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem jĂ„Â… i akceptuję.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.