[ Pobierz całość w formacie PDF ]

matkę kolegi Raymonda.
Dopiero to załatwia sprawę. Chelsea patrzy mi w oczy z furią& i bólem.
 Ta baba to suka bez serca.
Przysuwam się i mówię ciszej:
 Zgadzam się w stu procentach, ale nic z tym nie możesz zrobić.  Pocieram jej
ramiona.  W porządku?
Jej oddech zaczyna wracać do normy, szaleństwo opuszcza i Chelsea zaczyna
przypominać siebie.
 Tak, już dobrze.
Obraca się, idzie w kierunku samochodu, gdzie czeka Raymond. Wskazuje na niego
palcem.
 Powinieneś był mi powiedzieć!
 Nie chciałem tego pogarszać  odpowiada chłopak.
 Kocham cię! Moim zadaniem jest cię chronić, a nie mogę tego robić, jeśli nie
mówisz, gdy ktoś robi ci krzywdę!
 Powiedziałem Jake owi  krzyczy Raymond, wskazując na mnie.  A on mi pomógł.
Wszystko będzie teraz okej.
Chelsea przygląda mi się ostro. Nie jest zadowolona. Mam niejasne przeczucie, że dla
mnie wcale nie będzie okej.
Bierze głęboki wdech.
 Dobra. Musimy jechać po resztę dzieciaków. Porozmawiamy o tym w domu.
W drodze Chelsea jest dobijająco cicha. Wchodzi do domu sąsiadów, żeby
podziękować za opiekę nad resztą swojej gromadki. Kiedy tylko przekraczamy próg jej
domu, marszczy czoło.
 Jake, muszę porozmawiać z tobą w kuchni. Natychmiast.
Gdy tylko zamykamy drzwi, obraca się do mnie.
 Jak mogłeś nie powiedzieć mi, co dzieje się z Raymondem?
Naprawdę nie rozumiem, dlaczego to dla niej tak ważne.
 Prosił, żebym tego nie robił.
Zaczyna wymachiwać rękami.
 Dwa dni temu Rosaleen poprosiła mnie o przefarbowanie włosów na trzy różne
kolory! Nie zawsze musimy robić to, czego chcą! Myślałam, że mogę na tobie polegać,
powinniśmy być zespołem, Jake!
Nie wiem, czy to przez jej krzyk, czy może przez nieznany punkt, w którym znajduje
się teraz moje życie, ale zaczynam się wkurzać.
 O co ci chodzi?
 O co ci chodzi, pytając  o co mi chodzi ? To my kontra oni. Jestem w mniejszości,
powinieneś być po mojej stronie.
Patrzy mi w twarz, a jej piękne niebieskie oczy są zachmurzone.
Niepewnością. Wątpliwościami.
 Jesteś po mojej stronie?
Odpowiedzialność za nich wszystkich ciąży mi na plecach niczym kasa pancerna. To
zobowiązania, które są bagażem  czyli wszystkim z czym zarzekałem się nie mieć do
czynienia. A teraz ona się na mnie wyżywa? Czego jeszcze ode mnie chce? Chryste, nie
wystarcza, że nieustannie o niej  o nich  myślę? Jestem całkowicie przez nich
pochłonięty? Spózniam się do pracy, wcześniej z niej wychodzę, żeby tylko ich
zobaczyć.
Na litość boską to& to& przerażające.
Wskazuję na siebie, moje słowa są gorzkie i szorstkie:
 Jedyna strona, po której jestem, jest moją własną.  Ocieram twarz.  Nie zrozum
mnie zle, fajnie spędzać czas z tobą i dzieciakami, ale nie jestem pieprzoną mamuśką,
Chelsea. To nie jest moje życie. Mam swoje priorytety i plany, które, wierz lub nie, ale
nie mają nic wspólnego z nikim mieszkającym w tym domu.
Oddycham ciężko, kończąc przemowę.
Chelsea& milczy. Cisza trwa kilka sekund, po czym, nie patrząc na mnie, kobieta
szepcze:
 Mój błąd. Dziękuję za wyjaśnienie.
Obraca się sztywno, wyciąga z lodówki warzywa na kolację. W ogłuszającej ciszy
rozważam swoje słowa i to& jak były okrutne.
Podchodzę do niej.
 Chelsea, słuchaj, ja&
 Hej, Jake, chcesz pograć na konsoli?  pyta Rory, ślizgając się przez drzwi na
skarpetkach.
Wreszcie Chelsea unosi głowę i widzę jej oczy. Są pełne żalu, błyszczą bólem. Coś
okropnego ściska moją pierś.
 Jake nie może teraz grać, Rory. Musi wrócić na swoją stronę.
Rory ściąga brwi.
 I powinienem rozumieć, co to znaczy?
Być może zwróciła się do Rory ego, ale mówiła do mnie.
 Rory, idz do salonu  mówię, po czym spoglądam na jego ciotkę.
Cudem, chłopak robi o co proszę. Kiedy znika, wybucham:
 Poważnie będziesz się tak zachowywała? Stawiała ich między nami?
Wykorzystywała ich do szantażu emocjonalnego?  Wskazuję na nią palcem.  To
popieprzone, Chelsea.
Patrzy na mnie z ogniem w oczach.
 Nigdy nie postawię ich między nami, Jake. Poza tym, musiałoby być jakieś  my ,
a według ciebie go nie ma! A to, że nie chcę, żebyś w tej chwili bawił się z Rorym, nie
ma nic wspólnego z tą dyskusją, ale z tym, że zachowujesz się jak fiut!
Z drugiego pokoju dobiega głosik Rosaleen:
 Oho& Ciocia nazwała Jake a słowem na  F .
Odpowiada jej głos Rory ego:
 Frajer?
 Nie.
 Fajtłapa?
 Nie.
 Fajfus?
 Co to jest fajfus?
 Rory!  krzyczymy z Chelsea w tym samym czasie.
Nasze spojrzenia się krzyżują, żadne z nas nie chce odpuścić.
 Może powinienem już iść.
To nie jest pytanie, ale Chelsea i tak odpowiada:
 Myślę, że tak będzie lepiej.
Sam tak zdecydowałem, więc nie ma pieprzonego powodu, żeby jej słowa aż tak mnie
mierziły. Jednak to robią.
Bez pożegnania obracam się i wychodzę.
19
Czwartek zaczyna się cholernie zle, po czym przechodzi w równię pochyłą wprost do
piekła. Pada, poranne bieganie jest do dupy, ponieważ się nie wyspałem. Bez względu
na to, ile razy waliłem pięścią w pieprzoną poduszkę, nie potrafiłem znalezć wygodnej
pozycji do spania. Spózniam się do pracy, ponieważ jakiś kretyn, który nie wiedział, że
w deszczu należy zwolnić, wjechał w słup telefoniczny, blokując cały ruch na ulicy.
Następnie, godzinę po tym, jak zasiadam za biurkiem, biorąc się za stos dokumentów
wyższy ode mnie, rozlewam sobie kawę na ulubioną koszulę.
 Niech to szlag jasny trafi!
Stanton obraca się w fotelu po drugiej stronie naszego wspólnego gabinetu.
 Problem?
Wycieram pierś chusteczką, próbując zetrzeć plamę.
 Rozlałem kawę.
Unosi brwi.
 Ktoś najpierw do niej naszczał? Warczysz cały ranek. Ofuknąłeś nawet panią
Higgens, a ona jak dla mnie jest niemal święta.
Kręcę głową, nie jestem w nastroju do zwierzeń.
 Mam zły dzień.
Wraca do czytania dokumentów.
 A on się dopiero zaczyna.
Nie musisz mi, kurwa, mówić.
Chelsea nie dzwoni cały ranek. Nie to, żebym się tego spodziewał. Nie myślę o niej.
Nie myślę o gniewie na jej twarzy ani bólu w jej oczach, gdy ostatni raz ją widziałem.
O pełnych ustach, które potrafią całować tak delikatnie, uśmiechać się z łatwością
i śmiać się dzwięcznie. Nie myślę również o dzieciach  ani o spostrzegawczej Riley,
ani o dociekliwym Raymondzie. Nie myślę o mądrali Rorym i o chichoczącej Rosaleen.
Nie myślę o słodkim głosiku Regan ani o uśmiechającym się zaślinionym Ronanie.
Odmawiam poświęcania im choćby jednej myśli.
Po milczącym lunchu z Sofią i Stantonem  Brent utknął w sądzie  siedzę przy
biurku, od dwóch godzin zagrzebany w dokumentach. Słyszę zamieszanie przed
drzwiami gabinetu. Podniesione głosy, panią Higgens, która mówi, że nie wolno mi
przeszkadzać bez wcześniejszego umówienia terminu spotkania. Przez sekundę myślę,
że może to Chelsea z dzieciakami.
Ale tak nie jest.
 Pani Holten. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • goskas.keep.pl
  •