[ Pobierz całość w formacie PDF ]

kosztem Joe'ego.
Okazało się też, że odezwali się jej komputerowi przyjaciele.
Wielu z nich zaniepokoiło to, że nie mogą się z nią porozumieć przez
modem. Kiedy usłyszeli całą historię, natychmiast kupili jej
najnowszy model komputera i pomogli w odbudowie bazy danych.
Rowena lada dzień mogłaby zacząć pracę.
Nie miała jednak na to ochoty.
Po pierwsze, nie wiedziała, gdzie zainstalować komputer.
Mieszkanie Joe'ego wydawało się na to zbyt małe. Po drugie,
codziennie przesiadywała w szpitalu. Zjawiała się tam wczesnym
ranem i wychodziła póznym wieczorem, uspokajając rozgniewane
pielęgniarki.
Ale jeśli nawet zostawała w mieszkaniu, to i tak zwykle
okazywało się, że nie ma czasu. Joe miał wielu przyjaciół. Spotykała
się teraz z nimi, w sposób naturalny przejmując obowiązki pani domu.
Dopiero przed snem miała czas na to, żeby przemyśleć
wszystkie swoje sprawy. Wkraczała wtedy w zupełnie nie znaną dla
siebie krainę. Joe Scarlatti zupełnie odmienił jej życie.
Po raz pierwszy stwierdziła, że pragnie mieć męża!
Co więcej, chciała urodzić mu dzieci!
Kiedyś nawet nie podejrzewałaby siebie o podobne marzenia.
Wydawało jej się, że nigdy nie wyjdzie za mąż- Teraz wszystko
przychodziło tak łatwo i naturalnie. Nie martwiło jej nawet to, że
199
RS
będzie się musiała opiekować niewidomym Joe'em. Przecież on
narażał dla niej zdrowie i życie.
W tydzień po pożarze wybierała się właśnie na spotkanie z
prokuratorem okręgowym. Chciała mu powiedzieć o ukrytym koncie
Tyhursta. Nagle do mieszkania na górze wpadł Mario, wymachując
rękami jak wariat.
- Zwycięstwo! Zwycięstwo! - krzyczał. - Dzwonili ze szpitala!
Joe będzie widział!
Rowena również miała ochotę na szaleńczy taniec. Zabrakło jej
jednak siły. Szepnęła  O Boże!" i osunęła się na najbliższy fotel.
Kiedy wkrótce potem wpadła jak: burza do sali szpitalnej, Joe
rozpromienił się na jej widok. Pocałowali się na powitanie.
- Stań tam - powiedział Joe. - Niech ci się przyjrzę.
Rzeczywiście było na co popatrzeć. Rowena kwitła. Miłość
sprawiła, że jej oczy stały się jeszcze bardziej błękitne, a usta
czerwone i pełne. W ogóle nie potrzebowała makijażu. Włosy zaplotła
w warkocz, który ciężko leżał teraz na jej plecach. Poza tym miała na
sobie dżinsy. Wcześniej nawet nie potrafiłby wyobrazić jej sobie w
dżinsach.
- Tak się cieszę, Joe Naprawdę! Nie masz pojęcia... To
wszystko... A gdyby jeszcze...
Joe spojrzał na nią i wyciągnął rękę, żeby dotknąć jej policzka.
Wydawało mu się, że rozumie, o co jej chodzi.
- Nie miałabyś sobie nic do zarzucenia - powiedział, patrząc jej
w oczy.
200
RS
- Ależ Joe! - chciała zaprotestować. -Miałem ostatnio sporo
czasu, żeby wszystko przemyśleć. Ani ty nie ponosisz winy za to, co
się stało, ani ja za śmierć Matta. %7łal mi go, ale to on ponosi pełną
odpowiedzialność.
Rowena uśmiechnęła się. Azy płynęły nieprzerwanym
strumieniem po jej policzkach.
- Och, Joe. Jestem taka szczęśliwa. Pociągnął ją ku sobie.
Dziewczyna nie opierała się, chociaż rozejrzała się dokoła, żeby
sprawdzić, czy w pobliżu nie czuwa żadna pielęgniarka. Joe był
podobno oczkiem w głowie siostry przełożonej.
- Rozpieszczają cię tutaj - zauważyła.
- Mmm - wymamrotał Joe, całując jej szyję.
Poczuła, że brakuje jej tchu w piersiach. Chciała się z nim
kochać jak najszybciej. Jednocześnie wiedziała, że ktoś w każdej
chwili może wejść do pokoju.
Zaczęła się tulić do niego, jak spragniona pieszczot kotka. Joe
zaczął pieścić jej uda, a potem jego dłoń powędrowała wyżej. Właśnie
chciał szepnąć jej coś na ucho, kiedy Rowena odskoczyła,
przestraszona nagłym hałasem na korytarzu.
- Zaczynają sprzątanie - wyjaśnił. Dziewczyna poprawiła
ubranie. Joe spojrzał na nią jeszcze raz. Teraz jednak jego wzrok
powędrował w dół.
- Hej, to moje dżinsy! - wykrzyknął, wyciągając oskarżycielski
palec w jej stronę. - Zaszyłaś je.
Rowena pokręciła przecząco głową.
201
RS
- To nie ja, ale Sofia - wyjaśniła. - Dopiero uczę się szyć, żebym
następnym razem mogła zrobić to sama.
Joe puścił mimo uszu tę ostatnią uwagę.
- Skąd je masz?
- Z twojej szafy -. odparła.
- Co?!
- Powinnam ci chyba powiedzieć wcześniej. Zajęłam twoje
mieszkanie na górze. Nie mówiłam ci tego, bo nie chciałam, żebyś
wyobrażał sobie mnie w twojej pościeli. To mogłoby zle na ciebie
wpłynąć.
Joe aż usiadł na łóżku.
- To bez sensu. Mogłaś przecież zamieszkać w najlepszym
hotelu w mieście. Jesteś chyba ubezpieczona?
Skinęła głową.
- Wolę mieszkać u ciebie - stwierdziła.
Joe milczał przez chwilę, patrząc z niedowierzaniem na Rowenę.
- Może masz coś jeszcze do powiedzenia? - spytał. - Wal śmiało.
Jak widzisz, miewam się zupełnie niezle.
Rowena zaczerpnęła powietrza w płuca.
- No cóż, twoja babka uczy mnie szyć i gotować, Mario pokazał
mi, jak nalewać piwo, żeby nie było na nim pianki, posprzątałam
dokładnie mieszkanie i wyrzuciłam wszystkie puste butelki, a poza
tym wymieniłam olej w twoim samochodzie.
Joe potrząsnął głową.
- Co?! Jezdzisz moim pikapem?!
202
RS
- Tak było wygodniej.
Przez chwilę patrzył na nią; jakby nic nie rozumiał. Dopiero po
chwili stuknął się w czoło.
- Ach, ten wąż dał ci kluczyki!
- Jeśli masz na myśli Maria, to tak.
- Mam nadzieję, że nie dotykałaś broni? Pokręciła głową.
- Nie. Boję się pistoletów.
Joe milczał. Potrzebował czasu, żeby oswoić się z tym
wszystkim, o czym mu opowiedziała. Po chwili chrząknął.
- To się oczywiście skończy, kiedy... kiedy wyjdę ze szpitala -
oznajmił.
Rowena pokręciła głową,
- Oczywiście, że nie. Nie uwolnisz się już ode mnie tak łatwo.
Joe patrzył na nią bezradnie.
- Ale przecież jestem policjantem. Nie myślałem o zakładaniu
rodziny, Poza tym tyle nas dzieli. Na przykład - chciał wymienić
wszystkie te przeszkody, ale Rowena zamknęła mu usta pocałunkiem.
Joe wyszedł ze szpitala parę dni pózniej. Prawe ramię miał wciąż
obandażowane i nie mógł prowadzić. Dlatego za kierownicą pikapa
zasiadła Rowena.
Ruszyli ostro do przodu. Joe gwizdnął.
- Wcale niezle. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • goskas.keep.pl
  •