[ Pobierz całość w formacie PDF ]

oczekują, kiedy dorośnie.
 I co z tego, Vincencie?! Niech się pocałują w dupę! Anjo to nasze dziecko, a nie ich.
Będzie grał w koszykówkę albo oglądał się za dziewczynami, jeśli będzie miał na to ochotę  ja
nie mam nic przeciwko temu.
 Nie, Isabelle. To nie takie proste.
Uderzyła obiema rękami w deskę rozdzielczą.
 Dla mnie to zupełnie proste!
Siedzieli w jego samochodzie zaparkowanym przed jadłodajnią, w której dzień wcześniej
zjedli kolację.
 Kto jak kto, ale ty powinnaś to rozumieć, Isabelle. Twoje nie narodzone dziecko mówi do
ciebie. Zgodzili się, żebym wrócił ze świata umarłych. No i widziałaś, co się dzieje, odkąd
przyleciałaś do Stanów. Dzieją się rzeczy niemożliwe, które przecież nas dotyczą. Anjo nie jest
takim sobie, pierwszym lepszym dzieckiem.
Wstrząsnęli się na dzwięk telefonu Ettricha. Wyciągnął go z kieszeni i spojrzał na
wyświetlacz, żeby sprawdzić, kto dzwoni. Numer nic mu nie mówił. Wcisnął guzik odbioru
i przyłożywszy aparat do ucha, odezwał się powoli:
 Halo?
 Vincent? Ta Bruno Mann.
Ettrich zgarbił się.
 Cześć, Bruno.
 Gdzie jesteś?
 W swoim samochodzie. Co u ciebie?
 Odwiozłeś już syna do domu?
Ettrich znów się wyprostował. Tylko nie to, pomyślał. Błagam, nie teraz. Tylko nie Jack.
 Odwiozłem. Czemu pytasz?
 Wszystko było w porządku? Nie miałeś kłopotów w domu ani nic takiego?
 Nie. Dlaczego?
Mann zlekceważył go.
 I nie miałeś żadnych problemów, od kiedy wyszedłeś ze szpitala? Z innymi ludzmi?
Wprawdzie zdarzył się ów incydent w zoo, ale Ettrich nie chciał teraz poruszać tego tematu.
Bezpieczeństwo dzieci stawiał na pierwszym miejscu.
 Nie, Bruno. O co chodzi? Czy coś się stało?
 A tak, Vincencie, stało. Wszyscy raptem wiedzą, że umarłem. Kiedy wszedłem do domu,
mojej żonie odbiło z przerażenia. Jak mnie zobaczyła w drzwiach, zaczęła się drzeć, dosłownie
wrzeszczeć:  Ty nie żyjesz, nie żyjesz! Powtarzała to jak mantrę. Co miałem jej powiedzieć 
tak, słoneczko, masz rację?
 No. I co zrobiłeś?
 Usiłowałem ją uciszyć. Ale gadaj zdrów  spróbuj uciszyć kogoś, kto zobaczył ducha.
Czyli ciebie.
 Gdzie jesteś teraz?
 W domu. Siedzę na dole i próbuję ją jakoś przekonać. Ale wiesz, co to znaczy, Vincencie?
Jeśli to prawda, jesteśmy odcięci od pracy, od przyjaciół, rodziny, konta bankowego, od
wszystkiego. Nie możemy się widywać ze znajomymi. Nie możemy nawet dać się zobaczyć, bo
to cholernie niebezpieczne. Umarliśmy dla świata, czyli że...
Ettrich przerwał mu bezceremonialnie:
 Kapuję, Bruno. Ale muszę to przemyśleć. Oddzwonię do ciebie za jakiś czas.
 Czy nie sądzisz, że powinniśmy się spotkać i pogadać?
 Nie, muszę to najpierw rozgryzć. Zadzwonię do ciebie.  Ettrich rozłączył się, zanim
Bruno zdążył cokolwiek dodać. Nurtowała go myśl, że jeśli Bruno ma słuszność, on nigdy więcej
nie zobaczy dzieci. Raz na zawsze straci z nimi kontakt. Myśl ta była wręcz porażająca. Ettrich
ścisnął w ręku telefon, tak że plastikowa obudowa aż zapiszczała. Usłyszawszy to, natychmiast
wypuścił z ręki komórkę, która spadła na ziemię między jego nogi.
Isabelle odczekała, aż Vincent nieco się uspokoi, a potem zapytała, co się stało.
Zrezygnowanym, monotonnym głosem wyznał jej swoje obawy.
Nie uwierzyła mu. Schyliła się, podniosła telefon i wybrała numer do jego domu. Ignorując
ją, Ettrich gapił się przez przednią szybę na jadłodajnię i myślał o dzieciach.
 Halo? Dzień dobry, dzwonię z dziekanatu Rhodes College. Chciałabym rozmawiać
z Vincentem Ettrichem. O, przepraszam. Tak, jeśli to możliwe.  Klepnęła Ettricha w ramię. Gdy
się do niej obrócił, pokręciła głową i uśmiechnęła się.  Tak, słucham. Tak, zapisałam.
Serdecznie dziękuję.  Zakończyła rozmowę i upuściła telefon na jego kolana.  Twoja żona była
bardzo uprzejma. Oznajmiła, że już tam nie mieszkasz, i podała mi numer do twojego nowego
mieszkania. Zdaje się, że świat na razie uważa cię za żywego.
Twarz Ettricha rozluzniła się, ale jego oczy pozostały sceptyczne.
 Co to znaczy? Czemu Bruno miałby twierdzić, że wszyscy wiedzą o jego śmierci?
 Jedno z dwojga: Albo to spotkało tylko jego. Albo Bruno cię okłamuje.
 Po co miałby kłamać? Co by mu z tego przyszło?
Isabelle czekała, aż Vincent pociągnie swoje rozważania, ale on milczał.
 Ufasz mu? Wierzysz, że mówi prawdę?
 Chyba tak. Nie wiem. Pracuję z tym facetem. Znamy się kupę lat.
 To nie ma znaczenia, Vincencie, zwłaszcza teraz. Powinieneś zdawać sobie z tego sprawę.
 Jego nazwisko było wytatuowane na szyi Coco! Tak się zaczęła ta cała heca. Dlaczego
Coco miała tatuaż z jego nazwiskiem?
 Nie powiedziała ci?  Isabelle położyła mu rękę na kolanie i lekko je ścisnęła.
Spojrzał na jej dłoń. Myśli tak kotłowały mu się w głowie, że miał wrażenie, jakby ktoś
wsadził jego mózg do wirówki.
 Nie, ale przypuszczałem...  Głos uwiązł mu w gardle, by zaraz stamtąd wyskoczyć.  A co
ze szpitalem? Jak wytłumaczyć to, co tam zaszło? Jaka była w tym rola Brunona i Tillmana
Reevesa?
 Nie wiem, ale na twoim miejscu szczególnie ostrożnie bym dziś darzyła ludzi zaufaniem.
Przygryzł dolną wargę i nakrył jej dłoń swoją. W końcu przesunął ją na jej brzuch, tam gdzie
się ukrywał ich syn. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • goskas.keep.pl
  •