[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nie łagodziła jednak jej bólu.
Rand zachowywał się chłodno i bezosobowo. Odzywał się do niej tylko w
ostateczności, ale ona czuła, że cały czas ją obserwuje. Obserwował i czekał, ale na
co, nie wiedziała.
Jedyne, co ją pocieszało, kiedy samotnie kładła się wieczorem do łóżka, to
fakt, że te długie trzy tygodnie temu, kiedy ostatni raz się kochali, udało jej się po-
wstrzymać przed zdradzeniem mu swoich uczuć. Znów znalazła się dokładnie tam,
gdzie była, gdy Rand Kincaid ponownie wkroczył w jej życie. Jedyną różnicą było
jej złamane serce oraz nowa, pełna wyzwań praca i zarobki w końcu wystarczające
na spłatę długów. Skreśliła w kalendarzyku kolejny dzień. Dotrzymanie obietnicy
nigdy jeszcze nie było tak trudne, a każdy kolejny dzień tak gorzki.
Na centralce zgasło światełko, kiedy Rand przestał rozmawiać w swoim gabi-
necie przez telefon.
- Taro, pozwól tutaj.
Na dzwięk jego głosu wstrzymała oddech i znowu tak głupio przyspieszył jej
puls. Kiedy w końcu przestanie go kochać? Wstała, wygładzając dłońmi spódnicę,
wzięła notes i przybrała beznamiętny wyraz twarzy.
Kiedy weszła do gabinetu Randa, z fotela podniósł się Mitch.
- Niezła spryciara z ciebie.
- Słucham?
- Mówię o naszym śledztwie finansowym.
Wzruszyła ramionami.
- Zwykle znajduję, czego szukam, jeśli mogę trochę powęszyć. To przez te
wszystkie kryminały mojej mamy.
S
R
Mitch ruszył do drzwi, ale zatrzymał się jeszcze z ręką na klamce.
- Szkoda, że nie wszyscy są tacy inteligentni.
Zamknął za sobą drzwi, zmuszając ją do spojrzenia na Randa stojącego za
biurkiem. Zauważyła, że przydałaby mu się wizyta u fryzjera, co w połączeniu z
dwudniowym zarostem pokrywającym jego brodę sprawiało, że wyglądał nie-
wyobrażalnie seksownie.
- Co Mitch miał na myśli, mówiąc, że szkoda, że nie wszyscy są tacy inteli-
gentni? - zapytała, żeby przerwać niezręczne milczenie.
- To, że wykorzystując twoje wskazówki, rewident sądowy trafił na ślad mal-
wersacji prowadzący prosto nie tylko do Patricii Pottsmith, lecz obciążający też jej
szefa, Donalda Greena, prezesa linii Rendez-vous. W tej właśnie chwili Mitch nad-
zoruje na dole doręczenie nakazów aresztowania.
Sensacyjna wiadomość nie do końca ją zaskoczyła, bo zawsze uważała, że Pa-
tricia nie zawaha się przed niczym, by osiągnąć swój cel.
Rand okrążył biurko i usiadł na kanapie, zapraszając ją gestem. Przycupnęła
na najdalszym krańcu, bawiąc się ze zdenerwowania długopisem. Znów poczuła
tęsknotę, z którą będzie musiała walczyć jeszcze przez dziesięć i pół miesiąca. Mo-
że pod koniec roku zacznie jej jednak ufać...
Przestań natychmiast, powiedziała sobie w duchu. Po raz trzeci nie zrobisz z
siebie idiotki.
- Co cię naprowadziło na trop? - zapytał Rand.
W jego oczach płonął ogień triumfu, ale również coś jeszcze, czego nie potra-
fiła zidentyfikować.
- Na koktajlu dla dyrektorów Patricia wspomniała coś o tym, że sypiała ze
swoim szefem. Z początku myślałam, że miała na myśli Everetta, ale potem usły-
szałam w kafeterii, że często wyjeżdżała z Donaldem w sprawach niezwiązanych z
interesami firmowymi.
- Dobra robota. Zrobiłaś o wiele więcej, niż do ciebie należało. Kiedy skończy
S
R
się ten wymagany testamentem rok, chcielibyśmy razem z Mitchem zaproponować
ci wyższe stanowisko w LRK i specjalnie dla ciebie stworzyć stanowisko wicedy-
rektora pionu administracyjnego. Współpracowałabyś bardzo blisko z Nadią i zaj-
mowałabyś się kontrolą budżetów wszystkich naszych linii.
Poczuła w środku miłe ciepło, słysząc słowa uznania, ale zaraz przygryzła
wargę i zawahała się. Gdyby miała tu zostać, nie uniknie widywania go w kafeterii
i na korytarzach. W każdych innych okolicznościach taka propozycja by ją uszczę-
śliwiła,
- Dziękuję ci za docenienie moich umiejętności, ale muszę odmówić. Czy to
wszystko?
- Nie. - Mimo wyraznie widocznego na twarzy zawodu, przysunął się bliżej
na kanapie i wziął jej dłonie w swoje. Serce jej stanęło z wrażenia. - Chciałbym się
w końcu dowiedzieć, co się wydarzyło tamtej nocy, kiedy nie poszłaś z moim oj-
cem do łóżka.
Wydało jej się, że ciało odmawia jej posłuszeństwa.
- Czy to znaczy, że mi wierzysz?
- Tak. To mnie miał na myśli Mitch, mówiąc o braku inteligencji. Miałem
przed sobą wszystkie dowody i nie potrafiłem wyciągnąć właściwych wniosków.
Wiem, że nie ma w tobie ani grama zachłanności i egoizmu. Dlaczego więc tam by-
łaś, Taro? W jaki sposób nakłonił cię, żebyś pozwoliła się wykorzystać?
Jeśli mu powie, na pewno znienawidzi ją za to, że pozwoliła mamie umrzeć.
Ale i tak już go straciła, jakie więc ma to znaczenie?
- Nie przespałam się wtedy z twoim ojcem, ale żałuję, że tego nie zrobiłam. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • goskas.keep.pl
  •