[ Pobierz całość w formacie PDF ]

* * *
Gdyby świat był balią, ruchy statku można byłoby porównać do złośliwego mydła,
które właśnie wyśliznęło się komuś z ręki i miota się w tę i z powrotem, nie dając
się złapać. To, gdzie aktualnie się znajdował, łatwo można było rozpoznać po nagłej
aktywności samolotów i helikopterów.
Można było też jego ruchy przyrównać do ruchów kulki w ruletce, uporczywie szu-
kającej właściwego numeru. . .
Albo też można było po prostu uznać, że się zgubił.
251
* * *
Szukali całą noc.
Jeśli to była noc, bo trudno było to określić. Rzecz próbowała wyjaśnić, że statek
porusza się szybciej niż słońce, co było trochę nienormalne, jako że słońce pozostawało
nieruchome. W pewnych częściach świata panowała noc, w innych dzień, co  jak
twierdził Gurder  było wynikiem złej organizacji.
 W Sklepie  dowodził  zawsze było ciemno, jak miało być ciemno. Nawet
ludzie potrafili coś porządnie zbudować. A to jest fuszerka!
Pierwszy raz głośno powiedział, że Sklep zbudowali ludzie.
Natomiast nigdzie nie było znajomo.
 Sklep znajdował się w Blackbury, to wiem na pewno.  Masklin podrapał się po
brodzie.  Kamieniołom powinien być gdzieś niedaleko.
 Może i powinien, ale nie ma napisów jak na mapie.  Angalo wskazał z irytacją
na ekran.  Jak ktoś ma wiedzieć, gdzie coś jest, jeśli nie ma napisów?!
252
 Mówi się trudno, ale nie będziesz jeszcze raz próbował lecieć na tyle nisko, by
przeczytać drogowskazy. Za każdym razem ludzie się strasznie podniecają: wybiegają
na ulice i jak opętani wrzeszczą przez radio  zdecydował Masklin.
  Trudno im się dziwić, jak widzą statek kosmiczny o wyporności dziesięciu mi-
lionów ton lecący ulicą  dodała Rzecz.
 Przecież uważałem ostatnim razem. Nawet stanąłem, jak się zapaliło czerwone
światło! Moja wina, że te wszystkie ciężarówki zaczęły na siebie wpadać?! I to niby ja
jestem taki zły kierowca?
 Wasze gęsi nigdy się nie gubią, jak im się to udaje?  spytał Gurder Piona.
Ten szybko się uczył ich języka  miał do tego dryg jak większość jego plemienia,
pewnie dzięki temu, że często spotykali nomy mówiące innymi językami.
 One zawsze wiedzą, gdzie są  odparł Pion dumnie.
 Zwierzęta tak mają  zgodził się Masklin.  Mają instynkt, to coś jak wiedzieć
różne rzeczy, nie wiedząc, że się wie.
 Dlaczego Rzecz nie wie, gdzie lecieć?  zastanowił się Gurder.  Florydę zna-
lazła bez trudu, a z czymś tak ważnym jak Blackbury ma kłopoty.
253
  Bo o Blackbury nic nie mówią w radiu, a o Florydzie mówią bez przerwy.
 No to chociaż wyląduj gdziekolwiek  zaproponował Gurder.
Angalo nacisnął kilka guzików.
 Pod nami jest samo morze  poinformował pozostałych.  I. . . a to co?
W dole widać było coś małego i białego lecącego nad chmurami.
 Może gęś  podpowiedział Pion.
 Nie. . . sądzę. . .  Angalo pokręcił jakąś gałką.  O, proszę!
Obraz na ekranie powiększył się, ukazując biały, wysmukły kształt.
 Concorde?  spytał Gurder.
 Concorde  potwierdził Angalo.
 Coś wolno leci. . .
 Tylko w porównaniu do nas  zaprotestował Angalo.
 Leć za nim  polecił Masklin.
 Nie wiemy, dokąd on leci  zaoponował wyjątkowo rozsądnie Angalo.
 Ja wiem. Ty też powinieneś, bo wyglądałeś przez okno w czasie lotu. Lecieliśmy
ku słońcu.
254
 Zgadza się. I co z tego?
 Wtedy było po południu. Teraz jest rano, a on znowu leci ku słońcu  wyjaśnił
Masklin.
 I co z tego?
 To, że wraca do domu.
Angalo przygryzł wargę i spróbował przegryzć się przez rewelację.
 Nie rozumiem, dlaczego słońce upiera się wschodzić i zachodzić w różnych miej-
scach.  Gurder kategorycznie odmówił choćby próby zrozumienia podstaw astrono-
mii.
 Wraca do domu. . .  powtórzył Angalo.  Fakt, rozumiem. No, to polecimy
z nim, tak?
 Tak.
 No, to lecimy  ucieszył się Angalo, sięgając po stery.  Kierowcy concorde a
powinni być zadowoleni, że tym razem będą mieli towarzystwo. Pewnie im się nudzi
tak ciągle latać samotnie.
255
* * *
Statek wyrównał nieco z tyłu samolotu, ale na tej samej wysokości.
 Czego on się tak wierci, ten concorde?  zdziwił się Angalo.  O, przyspieszył!
 Może się nas boją?  zasugerował Masklin.
 A to niby dlaczego?  zdziwił się Angalo.  Przecież nic nie robimy, tylko
lecimy za nim.
 Jakbyśmy mieli uczciwe okna, to bym im pomachał  rozmarzył się Gurder.
 Rzecz, czy ludzie kiedykolwiek widzieli statek podobny do naszego?  spytał
niespodziewanie Angalo.
  Nie, ale wymyślili dużo opowieści o statkach z innych planet.
 A tak, to do nich podobne  mruknął Masklin.
  Na niektórych statkach są przyjazne istoty. . . 
 To my!  ucieszył się Angalo.
  . . . a na innych potwory z mackami i zębami!
Obecni spojrzeli na siebie wymownie.
256
Gurder pierwszy rozejrzał się nerwowo po promieniście rozchodzących się koryta-
rzach. Pozostali natychmiast poszli w jego ślady. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • goskas.keep.pl
  •