[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mogę jednak mieć pewności i podejmować za ciebie takiej decyzji.
- Uspokój się, Allison. Zobaczę go, gdy tylko opuszczę klinikę.
- Potrzebny jest pośpiech. Pośrednik naciskał, by Davis podpisał kontrakt. Sprzeciwiłam
się, mówiąc, że chcę przemyśleć tę sprawę. Davisowi powiedziałam, że może dzięki temu
obniżą cenę, ale... Anno, słuchasz mnie? Nie śpisz?
- Tak - odpowiedziała słabym głosem. - Jak wygląda ten dom?
Allison opisała go.
- Sądzę, że jest dokładnie taki, o jakim marzysz.
- Mam do ciebie zaufanie. Zgódz się na podpisanie kontraktu.
- Nie. Jeśli dom wyda ci się okropny, będziesz się w nim męczyć i ja będę za to
odpowiedzialna.
- No dobrze - odrzekła zmęczona Anna. - Postaraj się ich jeszcze trochę pozwodzić.
- Nie mogę! - krzyknęła Allison.
Można było zwodzić Davisa, ale nie Spencera. Znała go zaledwie od kilkunastu godzin, ale
jeden aspekt jego osobowości stał się dla niej absolutnie jasny: gdy raz coś postanowił, żadna
siła nie mogła go powstrzymać od działania. Zanim prawda zostanie ujawniona, może zrobić
coś strasznego.
- Rano przyprowadzę Davisa do szpitala  powiedziała Allison.
Davis i Anna pogodziliby się. Spencer zobaczyłby, jak strasznie się kochają; odszedłby,
bądz też walczył o nią. Tak czy inaczej, Allison nie byłaby już w to zamieszana.
- Och, nie, proszę, nie rób tego - powiedziała Anna. Powróciła jej energia. - Allison,
obiecałaś.
- Udawanie ciebie doprowadza mnie do szaleństwa. Postaw się na moim miejscu. Miałabyś
ochotę udawać mnie, choćby przez krótką chwilę?
Długa cisza po drugiej stronie była bardzo znacząca.
- Nie, nie miałabym ochoty. Lecz Davis nie może dowiedzieć się już teraz. Jeszcze tylko
dzień lub dwa. Proszę.
Allison zgrzytnęła zębami. Przyjmując inną taktykę, zniżyła poufnie głos.
- Anno, wiesz, jaki on jest czuły. Bez przerwy mnie całuje. Dokładnie tak, jak całuje ciebie.
- Zrobiła krótką przerwę, po czym dodała. - Wiesz, o czym mówię?
- Wiem, co chcesz zrobić, ale to nic nie da. Nie jestem o ciebie zazdrosna, Allison. Wiem,
co sądzisz o mężczyznach i nie udawaj, że podniecają cię pocałunki Davisa. Do rozgrzania
twojego silnika potrzeba więcej niż kilku pocałunków.
Gdyby tylko Anna mogła zobaczyć ją w objęciach Spencera... Na pewno nie poznałaby
swojej siostry, oziębłej, starej panny. To nie wymagało nawet pocałunku; wystarczyło jedno
jego spojrzenie...
- Chyba nie uraziłam twoich uczuć? - spytała Anna.
- Nie.
- Wiesz, że według mnie jesteś bardzo atrakcyjna. Chciałam ci tylko powiedzieć, że nie
dasz rady mnie zaszantażować. - Zaśmiała się cicho. - Całuj go, ile ci się podoba. Praktyka
dobrze ci zrobi.
Allison zignorowała ostatnią uwagę i westchnęła zrezygnowana. Próbowała. Próbowała
powiedzieć Spencerowi, ale przerwano jej. Próbowała przekonać Annę, ale jakoś nie udało
się.
- W porządku, Anno. Będę udawać ciebie jeszcze jeden dzień, z tym, że mogą wyniknąć z
tego pewne konsekwencje. Mam nadzieję, że będziesz gotowa na przyjęcie ich.
- Nie będzie żadnych konsekwencji. Kiedy Davis pozna prawdę, wszyscy dobrze się
ubawimy, a on będzie zachwycony tym, co zrobiłam.
Tak, ale co ze Spencerem? Nie chciała wspominać o nim. Lepiej będzie, jeśli Anna nigdy
nie dowie się o jej uczuciach do najlepszego przyjaciela Davisa.
- Dobranoc, Allison. I dziękuję. Wiem, że nie jest ci łatwo.
Było to niedomówienie na miarę stulecia.
Allison siedziała pochylona nad mikroskopem. Oczy miała tak zmęczone kolejną bezsenną
nocą, że szkła kontaktowe piekły ją jak rozgrzane pogrzebacze. W końcu zdjęła je i założyła
okulary. Włosy ściągnęła w węzeł z tyłu głowy. Pod laboratoryjnym fartuchem miała
sukienkę w oliwkowo- zielonym kolorze. Jej buty były, niestety, równie wygodne co
brzydkie. W laboratorium nie nosiła biżuterii, za to za ucho zatknęła ołówek.
Daleko było temu strojowi do pomarańczowych spodni i sandałów z paciorkami.
- Pani Leamon? Allison Leamon?
Gwałtownie podniosła głowę i obróciła się na dzwięk przerażająco znajomego głosu.
Wkroczył nagle w jej świat, zmieniając go, wypełniło powoduj ze otaczająca rzeczywistość
nagle się skurczyła
- Tak? - odezwała się chrapliwie.
- Nazywam się Spencer Raft.
3
Allison cofnęła się odruchowo. Plecami oparła się o marmurową płytę stołu; patrzyła na
Spencera bez słowa, nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Wszedł do pokoju z otwartym, szczerym uśmiechem na  ustach. Gdy znalazł się w
odległości paru stóp, przyjrzał się jej dokładnie.
- Trudno w to uwierzyć - szepnął. - Rzeczywiście, jesteście identyczne. - W końcu
potrząsnął lekko głową, uśmiechnął się szerzej i powiedział: - Proszę mi wybaczyć, że tak się
przyglądam. Jak powiedziałem, nazywam się Spencer Raft.
Z pewnością oczekiwał, że wyciągnie do niego rękę, ale ona nie mogła się ruszyć, a tym
bardziej dotknąć go dłońmi, na których nadal znajdowały się lekkie zadrapania. I czy po
pocałunkach, które wymienili, uścisk dłoni nie byłby nieco dziwaczny?
- Allison Leamon - w połowie imienia jej głos przeskoczył z tonów niskich na wysokie,
zupełnie jak u dorastającego chłopca.
- Poznałem ostatnio pani siostrę. Podobieństwo jest wyjątkowe. Gdyby nie okulary,
wyglądałaby pani całkiem identycznie.
Nie mogła tak stać dalej jak posąg. Musiała coś powiedzieć.
- Anna wspominała o panu. Jest pan przyjacielem Davisa, czy tak? [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • goskas.keep.pl
  •