[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Kap. Kap. Kaaaaap. Na biało - zielono.
W końcu na rondzie, podgiętym ku górze ze wszystkich stron, miał uzbierane małe
biało - zielone bajorko.
- Dach przecieka? - pomyślałem. - Co oni tam wiozą? Jakiś gęsty zajzajer. Niee, to
jednak nie przez dach, tylko z tego wora...
Zapomniałem o wściekłości - byłem zaciekawiony.
W pewnym momencie wór się poruszył i lekko zakwilił.
- Kury!!! Oni tam wiozą kury! - odkryłem całą prawdę i nagle złość mnie odeszła,
zrobiło mi się bardzo wesoło. Kiedy rozejrzałem się dookoła okazało się, \e w całym
autobusie kapało na wielu pasa\erów. To tu to tam ktoś siedział sobie spokojnie, a kury,
równie spokojnie, robiły mu na kapelusz.
Komedia.
Oczywiście wszyscy musieli od początku wiedzieć, co się będzie działo i dlatego nie
zdejmowali nakrycia głowy...
Nagle sam poczułem pacnięcie w ramię. Spojrzałem w górę. Nad moim siedzeniem
le\ały spętane jak baleron trzy świnki. Jedna z nich właśnie kończyła robić swoje.
Tę scenę pamiętam jak zwolniony film. W jednej chwili musiałem dokonać
dramatycznego wyboru: wło\yć kapelusz na głowę czy zakryć nim aparat fotograficzny.
Wybrałem właściwie - zakryłem aparat - w końcu koszulę mo\na wyprać, a głowę umyć,
aparatu nie. Na nieszczęście świnka wybrała niewłaściwie i nie zrobiła swego na
zabezpieczony kapeluszem sprzęt fotograficzny  wszystko poszło na mnie.
Od tamtego czasu bardzo pilnuję moich odruchów i w ka\dym odwiedzanym kraju
staram się skrupulatnie zachowywać tak, jak tubylcy. Nawet wtedy, gdy wbrew mojej
kulturze wymaga to siedzenia w czapce pod dachem , jak jakiś śyd.
Kiedy świnia narobi człowiekowi na głowę, to bardzo zapładnia do myślenia (tak
jakby się rozum u\yznił). Psychologowie mówią, \e to wynik kompensacji - ciało uległo
poni\eniu, więc duch wznosi się na ponadprzeciętne wy\yny.
Od dłu\szego czasu bardzo pilnie rozmyślałem o tym wydarzeniu. Nie chciało opuścić
mojej pamięci, choć starałem się je stamtąd wyprzeć na wszelkie sposoby - w końcu to nic
przyjemnego wspominać świńskie ka - ka na własnej buzi. Myślałem i myślałem kilka lat, nie
dochodząc do \adnej konkluzji. Ale podświadomość słała wyrazne sygnały, \e to jeszcze nie
koniec, \e tak jak wszystko w naszym \yciu, tak i  świński incydent miał jakiś cel. Pewnego
dnia odkryłem wreszcie o co chodzi.
Wróciłem właśnie z kolejnej ekspedycji i usiadłem za suto zastawionym stołem w
domu moich najbli\szych przyjaciół. Jak co roku najpierw miała być powitalna kolacja, a
pózniej ekskluzywny, elitarny i do pewnego stopnia sekretny pokaz slajdów z ostatniej
wyprawy.
Sekretny, bo jak ju\ wcześniej pisałem, przez kilkanaście lat utrzymywałem moje
podró\e w tajemnicy. Nawet przed bliską rodziną i przyjaciółmi ujawniałem tylko pewne
nieuniknione minimum. Kiedy pytali dlaczego nie dzielę się z nikim moimi prze\yciami,
dlaczego nie publikuję zdjęć, nie opisuję przygód odpowiadałem, \e to sfera prywatności i
skarb, który na zawsze chcę zachować w ukryciu. Tylko mój. Tak prywatny, jak wspomnienie
nocy poślubnej. Po ka\dym powrocie ujawniałem niektóre szczegóły, ale tylko bardzo małej
grupie wybrańców.
Jedna trzecia tej grupy siedziała właśnie ze mną przy stole.
Był piątek, a przede mną piętrzyły się pysznie pachnące wędliny, parowały
schaboszczaki i zasma\ana kapusta, szkliła się chuda golonka, zimne nó\ki dr\ały zachęcają-
co. Na honorowym miejscu poło\ono wielką wędzoną szynkę, zrobioną tak jak kiedyś, a więc
z kością w środku.
Zacząłem się skręcać w konflikcie wewnętrznym, bo z jednej strony był przecie\ post,
a z drugiej moi przyjaciele chcieli mnie uroczyście przywitać. W kalendarzu piątek jak wół, a
na stole wieprzowina jak z \urnala.
To, \e znajomi nie pamiętali o poście, to nie ich wina, tylko kwestia innego
wychowania. Ateusze. I proszę mi teraz nie wyje\d\ać z przytykami, \e pryncypialny Pan
WC ma niewierzących przyjaciół. Wiara to dar. Oni go jeszcze nie otrzymali, stanowią więc
materiał do nawrócenia, a nie do potępienia.
Co innego jeśli ktoś czynnie zwalcza Boga i Kościół Zwięty - wtedy WC nie prowadzi
pracy misyjnej tylko pryncypialnie wali w mordę. (Dokładnie tak jak tego uczył Pan Jezus w
świątyni: ukręcić bicz z powrozów i walić na odlew!)
No więc siedzę naprzeciwko tej ogromnej szynki i zastanawiam się, które przykazanie
ma w danej sytuacji priorytet. Zachowując post zrobię znajomym przykrość, bo przecie\ oni
tę całą wędzonkę przygotowali specjalnie dla mnie. Znamy się dziesięć lat, wiedzieli, \e z
tropików wrócę wychudzony i głodny (zawsze gubię około dziesięciu kilogramów w sześć
tygodni). No więc zastawili stół i jeśli wspomną o piątku, będzie im przykro, \e nie pamiętali.
Szlag by to trafił.
Ale od czego jest sumienie, czyli gorąca linia do Pana Boga? Kiedy nie wiemy jak się
nale\y w danej sytuacji zachować, bo utkwiliśmy w sprzeczności między jednym
przykazaniem a drugim, sumienie zawsze dobrze podpowie. Mnie podpowiedziało, \e
pryncypialne dochowanie postu powinno w tej konkretnej sytuacji ustąpić miłości blizniego.
Ustaliłem z Panem Bogiem, \e zamiast robić przykrość znajomym, zrobię post w sobotę. W
końcu szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu.
Sięgnąłem po szynkę. Moi gospodarze patrzyli ze wzruszeniem jak odkrawam sobie
spory kawałek... I wtedy przyszło olśnienie. Wszystkie elementy układanki były przede mną,
wystarczyło je ze sobą spasować.
Element pierwszy - szynka - robiła za tę świnię, co mi kiedyś narobiła na głowę.
Element drugi - postny dylemat - przypomniał mi zasadę, \e w obcym kraju mądrze
jest szanować obyczaje tubylców. Nawet wtedy, gdy się ich kompletnie nie rozumie albo nie
szanuje. Ka\dy lokalny obyczaj zawiera w sobie mądrość minionych pokoleń. Z tego powodu
warto go uszanować, nawet jeśli go nie rozumiemy albo stoi w jawnej sprzeczności z naszą
własną kulturą i wymaga siedzenia w czapce pod dachem, jak jakiś śyd.
Wreszcie element trzeci - moi znajomi zgromadzeni dookoła stołu w oczekiwaniu na
tajny pokaz slajdów z wyprawy - uświadomili mi, \e we własnym kraju tak\e powinienem
uszanować obyczaje tubylców, nawet wtedy, gdy wbrew moim własnym przekonaniom
wymaga to opowiadania obcym ludziom o moich podró\ach.
Tego właśnie wymaga polski obyczaj - dzielenia się sukcesami. Polak lubi słuchać, \e
inny Polak potrafi. Polak jest dumny z osiągnięć innych Polaków i bardzo szybko je sobie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • goskas.keep.pl
  •