[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zamglone od ciepłej pary, nie odbijało go wyraznie. Był nagi, miał na
sobie tytko okręcony wokół bioder ręcznik.
- Mam wyjść w tym stroju? - spytał przeciągle, odwracając się ku niej.
- Jeśli o mnie chodzi, możesz wyjść zupełnie nago - odrzekła. Jego
nagość nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia, mimo iż Lyon zachował
idealną figurę. - Wynoś się, i to już!
- Nawiasem mówiąc, dostałem walizkę - poinformował ją, ponownie
odwracając się do lustra.
- Bardzo się z tego cieszę!
- Chyba nie myślałaś na serio, że mam się wyprowadzić.
- Jak najbardziej - zapewniła go, a jej oczy nabrały ciemnogranatowego
koloru. - Masz natychmiast zniknąć z mojego domu!
- Zwietnie wyglądasz w tej sukience - mruknął z uznaniem Lyon,
sprawdzając palcami gładkość policzków. - Chyba muszę zmienić ostrze w
maszynce.
- Lepiej zostaw tępe - wybuchnęła Shay. - Jeśli będę zmuszona podciąć
ci gardło, będzie cię bardziej bolało!
- Zaawansowana ciąża świetnie ci robi - uśmiechnął się Falconer. -
Budzi się w lobie tygrysica.
- Nie powinnam się denerwować, Lyon. - Shay z trudem opanowała
nerwy. Kilka razy odetchnęła głęboko. Nie mogła pozwolić, aby szwagier tak
116
łatwo wyprowadzał ją z równowagi.
- Wiec lepiej zachowaj spokój - wzruszył ramionami, jednocześnie
sprawdzając temperaturę wody. - Zaprosiłbym cię do wspólnej kąpieli, ale we
troje chyba się tu nic zmieścimy - dodał, patrząc na jej brzuch.
Shay od wróciła się na pięcie i wyszła z łazienki, trzaskając drzwiami.
Czuła gwałtowne pulsowanie w skroniach, miała zawroty głowy, Poszła do
swojej sypialni, zrzuciła ubranie i położyła się na łóżku. Zacisnęła powieki i
spróbowała zapomnieć o bólu. To powinien być jeden z najpiękniejszych
okresów jej życia, a zamiast tego musiała znosić prześladowania ze strony
tego wcielonego diabła!
- Pani Falconer.. -? Shay z trudem podniosła ciężkie powieki. Zdobyła
się na słaby uśmiech.
- Chyba jestem dzisiaj bardzo zmęczona - powiedziała. Spojrzała na
budzik - Przespała kolejne dwie godziny!
- Nic powinna pani pracować, jest pani jeszcze osłabiona rym
wypadkiem - upomniała ją gosposia, pomagając usiąść na łóżku. - Zaraz
podam pani zupę i sznycel z sałatą, to powinno panią wzmocnić.
- A on?
- Pan Falconer zamierza zjeść kolację w mieście.
- Czy to znaczy, że wciąż jest tutaj?
- Tylko proszę się nie denerwować - powiedziała pani Devon
uspokajająco. - Pan Falconer powiedział, że pani...
- Wydaje mi się, że już rozmawiałyśmy na ten temat. - przypomniała jej
Shay. - Nie interesują mnie życzenia i sugestie pana Falconera.
- Tak, wiem - kiwnęła głową gosposia. - Ale kiedy to, co on mówi,
wydaje się bardzo rozsądne, nie widzę powodu, abym miała się sprzeciwiać.
117
- I cóż takiego rozsądnego powiedział tym razem? - spytała
sarkastycznie Shay.
- Powiedział, ze nie powinna była pani dzisiaj pracować, że to głupota
tak się przemęczać i że powinna pani zjeść kolacje w łóżku.
- W tym domu ja wydaję polecenia, nie pan Falconer...
- Nie wątpię, że doskonale to robisz, - Lyon wszedł do pokoju bez
pukania. Miał na sobie wieczorowy garnitur. - Dziękuję, pani Devon -
powiedział z uśmiechem do gosposi.
- Czemu nie wystarczy ci, że zmieniłeś tę kobietę w szpiega? - spytała
Shay, gdy tylko zostali sami. W jej oczach widać było gniewne błyski. -
Dlaczego jeszcze próbujesz przejąć kontrolę nad moim domem?
- Opieka nad tobą i szpiegowanie to dwie różne rzeczy.
- Pani Devon zdaje się również dostrzega tę różnicę - parsknęła Shay. -
Dla mnie jest ona niezauważalna. - Co ty znowu robisz? - warknęła, gdy Lyon
chwycił ją za nadgarstek.
- Sprawdzam puls - powiedział, patrząc na zegarek i licząc uderzenia. -
Dunbar wspomniał, że masz podwyższone ciśnienie.
- Tak? Można wiedzieć, kiedy to  wspomniał ci o tym?
- spytała z oburzeniem.
- Jeszcze w szpitala - odrzekł wzruszając ramionami.
- Nie masz prawa rozmawiać o mnie z moim lekarzem - mruknęła
niechętnie.
- Masz prawie sto trzydzieści uderzeń na minutę. - Lyon spojrzał na nią
pytająco. - Czy to z mojego powodu?
- To dlatego że jesteś taki, jaki jesteś - poprawiła go Shay.
- Ponieważ jesteś arogancki, namolny i wtrącasz się w nie swoje
118
sprawy... - Ku swemu przerażeniu, zaczęła płakać. Zupełnie nie mogła się
opanować. - Ponieważ nie mogę sobie z tobą poradzić, ponieważ...
- Shay, przestań! - krzyknął Lyon.
- Nie mogę! - zaczęła się krztusić.
- Do diabla, obiecuję, że już cię nie dotknę - jęknął Lyon.
- Proszę, daj mi spokój - Shay pokręciła głową. Azy spływały jej po
policzkach.
- Nie mogę. Lyon usiadł na łóżku i objął ją ramionami. Sam również
lekko dygotał. Przytulił ją do piersi.
- To wszystko dlatego że zbyt wiele pracowałaś - upomniał ją. - Czy
sława i pieniądze są dla ciebie tak ważne?
- spytał głuchym głosem.
- Sława i pieniądze? - Shay spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Szósty bestseller Shay Flanagan - powiedział szyderczo Lyon. - Pani
Devon powiedziała mi, ze pracowałaś przez całe przedpołudnie, a pózniej
długo spałaś. Czy rzeczywiście musisz skończyć książkę przed porodem? [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • goskas.keep.pl
  •